Dzień szczęśliwości narodowej…

Styczeń 26, 2008 at 11:43 pm (Okolicznościowe, Polska) (, , )

…oto czego mi potrzeba. Chyba nie jestem Polką. A już na pewno nie stuprocentową, bo nie lubię mieć nosa spuszczonego na kwintę i czarnych ubrań na grzbiecie. Ostatnio namnożyło się tyle okazji… tyle rocznic… tyle trupów…. które należy publicznie opłakać (no bo do czego by doszło gdyby któregoś z nich pominąć?!?)

Nie.

Musi być równowaga w przyrodzie. Świętować powinno się nie tylko wielkie tragedie ale i wielkie radości. Choćby wejście do strefy Shengen. Jakaś mała bibka na placu Defilad… jakiś sympatyczny koncert na 20 tysięcy widzów z krótkim udziałem pana premiera i pana prezydenta godzących się z tej okazji (marzył indyk o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli)… albo sławne przyznanie nam mistrzostw Piłki Nożnej w roku 2012. Czy nie to wydarzenie nie zasługuje na ogłoszenie Dnia Szczęśliwości Narodowej? Albo zeszłoroczny wyczyn Adama Małysza. Po raz kolejny udowodnił, że Polak potrafi. Wygrał przecież z dużo młodszymi i sprawniejszymi od siebie… I na co się załapał? Na parę newsów…. i pewnie kameralny uścisk pana prezydenta… gdyby się zabił to co innego, prawda?

A potem się dziwimy, że uchodzimy w Europie za naród ponuraków….

BTW dziś jest Dzień Transplantologii a jutro dzień Pamięci o Holokauście (czy jakoś tak) – już są pierwsi lanserzy w telewizji z tej okazji (aktorzy, artyści etc.). Nie ma to jak długi łikęd żałobny… dlaczego ciągle oglądamy się za siebie i rozdrapujemy stare rany? Kiedy zaczniemy patrzeć w przyszłość? Optymistycznie? Acha no tak. Orkan mamy jeszcze na głowie… kolejna okazja do świętowania… pierwszych ofiar….

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 4 komentarze

Czy społeczność zabija?

Styczeń 25, 2008 at 12:43 am (3 grosze, Internet, Społeczności) (, , , )

Ten wpis powodowany jest silnym przeżyciem emocjonalnym, jakie wywołał u mnie wpis KICIORA na temat historii, która wydarzyła się w prowincjonalnym brytyjskim (południowowaliskim) miasteczku Bridgend. Seria samobójstw bardzo młodych ludzi, których łączyło tylko to… że mieli konta na serwisie społecznościowym Bebo. Niedługo po śmierci każdego z nich pojawiały się strony z kondolencjami i były one bardzo popularne. Chęć zyskania popularności przyczyną samobójstw? Dla mnie tozbyt daleko posunięty wniosek. W końcu na co komu popularność, jeśli jest martwy? Co do osobistych skojarzeń, to napisałam to w komentarzu na blogu Kiciora, jednak ta sprawa spać mi nie dała wczorajszej nocy. W końcu jeśli to nieduża miejscowość, to zapewne większość nastolatków, jeśli nie wszyscy mieli konto na B. Taka moda. To jak jakby u nas serię samobójstw łączyć z posiadaniem numeru gg czy loginu na gazecie.pl Mało. No, ale w końcu Kicior powtarza tylko to co było napisane w gazetach… niemniej jednak sprawa wpływu społeczności internetowej na życie codzienne w realu jest moim zdaniem dobrym tematem do drążenia.
Nie od dziś wiadomo, że konflikty w realu mają swoje odzwierciedlenie w necie. Może wyrażają się one innymi środkami, nie brak jednak tu słownej agresji, kłótni, zdrad… tworzą się grupy wzajemnie zwalczające się nawzajem… jak osobne małe plemiona walczące o skóry i ogień. Nieważne czy dzieje sie to na forum, czy miniczacie. Istotą problemu jest to, że tego rodzaju sytuacje przede wszystkim uderzają w psychikę. I jeśli trafi na mniej odporną jednostkę, nietrudno tu o załamanie, depresję czy popadanie w uzależnienie (od czegokolwiek). Sama byłam świadkiem i uczestnikiem takich zdarzeń… zachowanie wewnętrznego spokoju daje tylko świadomość nieuchronności występowania takich konfliktów. Trzeba się nauczyć albo omijać je z daleka (metoda na strusia z głową w piasku) albo umiejętne rozgrywać dyskusję jak partię szachów, gdzie miast figur toczy się walkę na argumenty… z tą jednak różnicą, że wszystkie chwyty są dozwolone… Czy młody człowiek, który w okresie dojrzewania ma z założenia więcej problemów emocjonalnych, potrafi się w tym brutalnym świecie odnaleźć? Jeśli nawet dorośli ludzie tracą nieraz cierpliwość? Szczerze wątpię. Powszechna dostępność do internetu jak i możliwość budowania internetowego wizerunku, który nieraz i nie dwa jest przekłamany na korzyść bądź niekorzyść właściciela sprawia, że coraz więcej ludzi tworzy swoją drugą twarz. I nie każdego stać na szczerość… ale czy tej bezwzględnej szczerości powinniśmy wymagać? Zwłaszcza jeśli w codziennym życiu staramy się wypaść dużo lepiej niezależnie od możliwości? Nie spłycałabym tematu do obwiniania internetu. Kiedyś go nie było a fale samobójstw także się pojawiały. Zwłaszcza w czasach, gdy od jednostki wymagano więcej niż to było konieczne. Trochę dziś tak jest. W kinie sami piękni i doskonali ludzie. W reklamach to samo… a tu człowiek z rana budzi się.. widzi swoją (zapryszczoną na przykład) gębę… potargane włosy… i odechciewa się żyć. Piszę to z perspektywy osoby,która w młodości borykała się z problemami natury egzystencjalnej… więc może dzięki temu łatwiej jest mi o tym pisać. Jeśli zna się mechanizm wpychania się w dołek, to rozumie się co oznacza „chęć zaistnienia”. Nie chodzi tu o sławę. To raczej cichy krzyk kogoś, kto czuje się niedoceniony… a w głębi duszy czuje się kimś bardzo wartościowym… ale, że otoczenie tego nie widzi – zaczyna gniew i nienawiść przerzucać na samego siebie. Stąd niska samoocena… która pojawia się pozornie bez powodu…
Pytanie czy internet może w takim wypadku pomóc, czy zaszkodzić? Myślę, że nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Niestety. Trochę tak jak w życiu, zależy na kogo lub na co się trafi. Czy te nastolatki miały pecha trafić w złe środowisko? Pokłócić się z niewłaściwą osobą? Nie da rady. Nie wymyślę co się stało. Szkoda,że tak mało wiemy o człowieku, mimo że tak wielu jego naturą się zajmuje….

W każdym razie, skoro i tak odbywamy żałobę narodową… podłączę do niej kilka świeczek więcej…

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 9 komentarzy

Krew na pierwszej stronie…

Styczeń 24, 2008 at 6:24 pm (Okolicznościowe, Polska) (, , , )

Utarło się przekonanie, że poczytności gazet i oglądalności newsów w telewizji sprzyja krew. Można powiedzieć, że czekają nas w najbliższym czasie igrzyska posępnych min, czarno-białych stron portali i specjalnych programów, w których określeni ludzi będą dywagować nad przyczynami, skutkami i tym co było pomiędzy. Nie włączam telewizji. Główne strony portali omijam. Nie interesują mnie życiorysy zmarłych, nie interesuje mnie jak zginęli i kto jest za to odpowiedzialny. Biorąc pod uwagę, że samolot był wojskowy i tak nigdy nie dowiem się całej prawdy. Chyba, że wiele lat później.

Miałam dziś pisać o czymś innym, paradoksalnie też o śmierci w internecie… jak dziwnie się los układa…

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 15 komentarzy