Podsumowanie jesieni

Grudzień 9, 2008 at 1:49 pm (Internet, Społeczności)

Okazała się dużo płodniejsza niż lato. Zaczęło się od chrome, a potem już samo poszło…

Wrzesień

Rewolucja w internecie – jej imię: Chrome

Zabawa – Frazy…

Czy rss zabija komentarze?

Człowiek odcięty od mediów…

Czyżby google skończyły się pomysły?

Październik

Co z Tobą zrobił internet?

Listopad

Ekshibcjonizm czy zarobek?

Automatyczny Odsiewacz Szmiry Internetowej

Czy internet zastępuje Ci telewizję?

Reklamy

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Szaleństwo bliziutko czyli efekt blipa

Kwiecień 11, 2008 at 3:29 pm (Internet, Polecane, Społeczności) (, )

Efekt blipa świetnie obrazuje jeden z kartonków Eri. Starczy,że jeden mikrocelebryta wpisze nazwę portalu, drugi zechce zaproszenie i robi się lawina chętnych. Tak i dzisiaj do serwisu przyłączyło się kilkunastu chętnych. Przypomina mi to owczy pęc ludzi na naszą-klasę… skąd to porównanie? Zapewne pamiętacie początek grudnia zeszłego roku, gdy na portal wbiło sie kilka milionów osób…. serwis nie działał, pan Gąbka wyskakiwał co chwila, strony otwierały się/nie otwierały się godzinami… z bliziutko.pl było podobnie. Teoretycznie ktoś kto się wbił na serwis mógł rozesłać zaproszenia do znajomych… ale szybko okazało sie, że zapki nie działają… gdyby nie tajemniczy KOD, ( lavinka stała się jego szczęśliwą posiadaczką po czterech wadliwych zapkach i wqrwie maksymalnym) – to by mnie tam nie było. Na dodatek przez tę awarię zablokowałam sobie stworzone przez siebie konto… i musiałam zarejestrować się drugi raz jako lovink(podając inny e-mail, z końcówką .pl). Mówi się trudno. A wszystko przez blipa

Ale wróćmy do serwisu. Nadal jest w fazie testów i tego nie ukrywa (stąd zaproszenia). Zapki, jak już mówiłam nie działają podobnie jak logowanie z głównej strony. Loguje dopiero z innej strony (po kliknięciu w zaproszenia). Co ciekawe, ludziska są zrażeni… ale i tak się wbijają… Oby twórcy serwisu nie zaspali gruszek w popiele, bo szykuje się niezła bomba społecznościowa… jeśli serwis nie będzie działał prawidłowo to będzie kolejna polska zmarnowana szansa…

A na czym polega serwis? Ot kolejny sposób by stwierdzenie „anonimowość w sieci” przeszło do lamusa. Działa to to w oparciu o mapy gugli, jak się domyślacie. Zaznaczamy na mapie budynek w którym mieszkamy i już. Bliziutko.pl automatycznie wyszukuje nam znajomych w okolicy. Można te tworzyć własne grupy tematyczne i w obrębie nich dodawać zdjęcia. Każdy w profilu ma mini-czat, skrzynkę kontaktową i oczywiście przyjaciół. Brakuje mi tylko miejsca na stronę domową użytkownika. W polu maupa wpisuje się drugi e-mail. Po co ? Na co? Dodawanie przyjaciół działa obustronnie (ja Ciebie, Ty mnie). Przy okazji serwis wyszukuje wspólnych przyjaciół, wg adresu zamieszkania oraz zainteresowań. Można też oglądać rozmieszczenie przyjaciół na mapie.

Jak już człek wbije się na serwis to wszystko działa sympatycznie (choć raz mnie awaryjnie wylogowało). Lavinka będzie obserwować i donosić o wszelkich awariach( to wychodzi jej najlepiej) 🙂

Bardziej profesjonalnie o awariach na bliziutko pisze Tomek Topa

Apdejt z 15.04.2008

Jak się okazuje z cała niemal pewnością blizutko.pl jest kopią rosyjskiego serwisu. Przynajmniej jeśli chodzi o dizajn. Więcej o tym (zrzuty ekranu) na blogu Antyweb

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 7 Komentarzy

Internet ostoją demokracji

Marzec 18, 2008 at 2:09 pm (3 grosze, Internet, Okolicznościowe) (, , )

Dziś w krajach takich jak Rosja czy Chiny tylko w internecie ludzie mogą jeszcze dokonywać wyborów… W Tybecie polała się krew, w Rosji bezpardonowo sfałszowano wybory. Coraz więcej blogerów popiera akcję nagłaśniania sprawy łamania praw człowieka. Tylko czy to coś pomoże? Nie wiem. Świat wirtualny zawsze był na tyle nienamacalny, że „władza” sięgała do niego swymi mackami w ostateczności. Ale ponoć Chiny już przyblokowały swym rodakom najpopularniejsze serwisy, by przypadkiem ktoś ich nie nabuntował. I pomyśleć, że Chiny organizują olimpiadę… a co sie stanie gdy sportowiec powie w wywiadzie co o tym myśli? Zakują go w kajdany? A może zastraszą wszystkie ekipy już na starcie? Biorąc pod uwagę komunistyczne metody – bałabym się wysłać do Chin choć pół sportowca…

A może takie powinno być stanowisko wszystkich krajów? Anulować olimpiadę? Nie wysłać tam ani jednego sportowca, niech kiszą się we własnym wietnamsko-koreańsko-rosyjskim sosie gorzkokwaśnym?

Trudno mi ocenić czy internetowa akcja przyniesie jakiś pożytek. Ale łamaniu praw człowieka pod każdą postacią mówię otwarcie: NIE!

Apdejt ze sznurkami. Dzięki uprzejmości Asena podaję sznury do videoklipów internautów rosyjskich z lokali wyborczych:

http://romanik.livejournal.com/174225.html

oraz jutuba

http://pl.youtube.com/watch?v=xGfwlkGNrBM

http://pl.youtube.com/watch?v=-E2ieEsmqBM

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 23 Komentarze

Kim jest przeciętny internauta?

Marzec 15, 2008 at 11:34 pm (Internet) (, )

I dlaczego koniecznie się go definiuje?

Społeczeństwo ma to do siebie, że z natury jest zróżnicowane. Nikt nie próbuje (przynajmniej u nas, w Chinach i na Kubie może jeszcze tak) wmawiać narodowi, że składa się z identycznych jednostek o identycznych potrzebach. Podejmuję temat mając nadzieję, że opadły już emocje związane z wypowiedzią wiadomo kogo, wiadomo o kim. Nie biorę też na siebie ciężaru polemiki. Wydarzenie to ma z tym wpisem o tyle wspólnego, że tyczy się trudu zdefiniowania szerokiego pojęcia jakim stało się słowo „internauta”.

Czy da się wyjąć ze społeczeństwa grupę ludzi, którą jedyną wspólną cechą jest to że korzysta z dobrodziejstw technologii, a co za tym idzie – z internetu? W końcu samo pojęcie „internet” to temat rzeka. Co powoduje, że człowiek siada przed komputerem nie po to by pracować, albo poszukać informacji… ale także, a może przede wszystkim po to by miło spędzić czas? Kiedyś net był przerośniętym katalogiem, magazynem pełnym artykułów, dyskusji, wiedzy naukowej i technologicznej. Dostęp do niego także był utrudniony. Naturalne było, że bywali w nim ludzie związani z tymi dziedzinami. Początkowo był kopalnią wiedzy dla studentów i tychże było w sieci miliony. To chyba właśnie im net zawdzięcza rozwój… Sieć stała się również bardziej towarzyska. Ale zrodziło to pierwsze konflikty. Wrażenie anonimowości sprawiało, że dochodziło do nieprawdopodobnych pyskówek. Uczestniczyli w nich wszyscy bez względu na wiek, stanowisko czy tytuł naukowy. Tu wkraczali admini i pojawiła się pierwsza cenzura. Z czasem w necie pojawiły się obrazki i filmy(postęp technologiczny zwiększający przepustowość łącza). Co oczywiście wykorzystał w szybkim tempie przemysł erotyczny. Niestety internet stał się śmietnikiem. Przyciągał jak lep zboczeńców, oszustów i inne podejrzane mędy. Tym bardziej zrażali się do niego normalni ludzie. Ale część zapaleńców pozostała tworząc podwaliny web 2.0 Sieć zaczęła tworzyć narzędzia, które pozwalały przeciętnemu człowiekowi, nie umiejącemu napisać linijki w htmlu – w sieci jakoś zaistnieć. Internauta najpierw z elitarnego, później ze zdegenerowanego stał się internautą masowym.

Jak to wpłynęło na nieszczęsną definicję? Ano tak, że dziś internautą może być każdy. Pozornie każdy. W praktyce jest to człowiek posiadający na tyle wolnego czasu, by go przebębnić przed monitorem. A zatem w pierwszej linii osoby uczące się oraz mające nienormowany czas pracy i na tyle wysoką pensję, by starczyło z niej na technologiczne nowinki. Internauci też podzielili się na internautów profesjonalnych (traktujących sieć jak miejsce pracy), internautów towarzyskich (lubujących się w zakładaniu i uczestniczeniu w społecznościach internetowych), wreszcie blogosferę – ta zasługuje na oddzielny wpis. Oczywiście grupy te nie są hermetyczne, ale przenikają się wzajemnie. Do tego trzeba jeszcze doliczyć ludzi kupujących/sprzedających w necie co_się_da, tratujących net jak afisz, lub galerię dla własnej twórczości… internet stał się też miejscem dyskusji politycznej i gospodarczej. Nie dziwi więc fakt pojawiania się w nim kampanii wyborczej i każdej innej, weźmy medialne kampanie charytatywne czy szerzej – ogólnospołeczne.

Kolejny powód do zajęcia się tematem „internauty”. Opiniotwórczość. Ni stąd ni zowąd okazało się, że jakieś anonimowe jednostki znane tylko ze swojego nicka czy bloga wpływają na poglądy wieluset ludzi, którzy z kolei powtarzają je dalej czy tona blogach, czy to na forach, czy to na komunkatorach… szybko odkryli to spece od „marketingu szeptanego” i wydaje mi się, że nadal bazują na mikrocelebrytach w tej materii. Internatuta współczesny stanął przed dylematem sprzedania się, tak jak dawno już zrobili to dziennikarze. Na razie ciągle jeszcze są ludzie niezależni, nawet jest ich całkiem sporo. Ale perspektywa prowizji zawsze bywa kusząca. Czas pokaże w którą stronę się to rozwinie.

Mój wpis tylko po wierzchu traktuje problem, być może za jakiś czas opiszę niektóre z poruszonych przeze mnie zagadnień bardziej szczegółowo… dziś jednak poprzestanę na stwierdzeniu, że „internauta” zmienia się w skali czasu. A może nie tyle czasu co skali technologii i zmian w podejściu do użytkownika strony/bloga/portalu. Teraz jest ten świetny czas, gdy internauta powoli przestaje jawić się jako anonim chowający się za monitorem… Jest człowiekiem z krwii i kości, który ma własne poglądy ale jak każdy, ulega demagogiom, traci zimną krew, czy jest podatny na pokusy. Nie różni się niczym od przeciętnego człowieka. Targają nim te same namiętności… no, może częściej się denerwuje i psioczy na Microsoft… 🙂

I mam szczerą nadzieję, że jeśli się to zmieni – to tylko na lepsze…

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 14 Komentarzy

Jakiej stacji radiowej słucha pani najczęściej?

Marzec 12, 2008 at 12:29 am (Internet, Społeczności) (, , , )

Takie oto pytanie usłyszałam dziś w telefonie… dzwoniła pani z GFK Polonia bodajże… i tu pojawił się pewien problem. Otóż ostatni raz zwykłego radia słuchałam kilka miesięcy temu… niby zawsze wolałam radio tradycyjne a jednak… nie byłam w stanie wymienić żadnej stacji muzycznej poza moją ulubioną, internetową… „Manu Chao” w Last.fm Pani w telefonie była zawiedziona…

Ciekawe jak inni słuchacze. Do tej pory niespecjalnie interesowałam się statystykami popularności, jako że większość stacji należała do jednego właściciela, co niestety skutecznie obniżało ich jakość. Porównywanie popularności czegoś co należy do jednej korporacji medialnej jest pomysłem poronionym…. A mojej muzyki latino, italia, blues i rock alternatywny spotkać nie można i tak.Nawet Antyradio nie to samo… Jakiś czas posiłkowałam się nazbieranymi empetrójkami, ale ile można w kółko słuchać tego samego? O Laście słyszałam od wielu osób, ale że dość długo trwało zanim wpadłam na pomysł zakupu słuchawek USB (normalne gniazdo popsuło się wieki temu) – wbiłam się do niego stosunkowo niedawno. A teraz żyć bez niego nie mogię…

Mimo wszystko czuję się świeża w temacie muzyki w internecie. Czuję niedosyt, bo nie ma nic gorszego nad monopol, a słuchanie radia na winampie już dawno przestało mnie rajcować. Dlatego wielka prośba o linkowanie czego się da w tym temacie. Wszelkie klony i pochodne mile widziane.

A co mi się podoba w Last.fm na co dzień? Raz, znajduje mi wykonawców których uwielbiam choć nie miałam pojęcia o ich istnieniu… dwa – jest to portal półspołecznościowy. Ma się znajomych tak jak w każdym innym serwisie. Ma się swój miniblog i własne statystyki. Automat wyskakuje sąsiadów o podobnym guście. Jest też porównywarka z gustem znajomych. Dodatkowo w necie jest sporo dodatków i nakładek. Ponieważ zapomniałam zapisać bukmarki, po reinstalce systemu zgubiłam do nich link. Jak wynajdę oczywiście podrzucę.

Minusy? Też kilka niestety. Program czasem się wiesza. Co jest wkurzające. Nie wiem czy to wina mojego wolnego łącza, czy czegoś innego ale fakt pozostaje faktem… co jeszcze? Dziwnie przypasowani są wykonawcy w kwestii „podobieństwa”. Często się nie zgadzam, a jeszcze nie odkryłam jak i czy da się to edytować. Minusem jest także to, że słuchanie radia kolegów raz inne udogodnienia są płatne. 2,5Euro za miesiąc to dla mnie, wybaczcie, za dużo. Może jak zostanę milionerką? 🙂 Wiem, portal musi na siebie zarabiać. Dlatego zrzędzę,ale nie zabraniam. Przynajmniej reklam jest mniej. Inna sprawa to widżety, które niestety na wordpressie nie działają. Mogliby coś w tej kwestii wymyślić.

Reasumując nie tęsknię za zwykłym radiem. Już nie.

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 10 Komentarzy

Konkurencja nie śpi…

Luty 29, 2008 at 3:33 pm (Internet, Społeczności) (, , )

Czyli wymyśl coś fajnego na portalu, wypromuj… a z pewnością inne serwisy zaczną to kopiować… nie zawsze z sensem byleby tylko. Często kopiowane są całe serwisy. Sławne są rodzime klony blipa (który sam w sobie jest klonem twittera) czy naszej-klasy. Ale ta moda na upodabnianie się do siebie nie omija całego internetu.

Dzisiejszy dzień przejdzie do historii jako Dzień Zmian w Mybloglogu. Mnie i nie tylko mnie skojarzyło się z flakerem. Do tej pory były tylko linki do profili na innych serwisach – od dziś można zobaczyć na przykład ostatnio wstawione zdjęcia na flickrs, ostatnio przesłuchano muzykę na Last.fm, wpisy na twitterze, linki dodane na del.icio.us, społeczności do których się przyłączono, technorati, youtube i wiele innych których nawet nie znam. Wreszcie co chyba ważniejsze – to samo u swoich znajomych. Przydaje się w przypadku ich dużej liczby. Zmiana wyglądu polega niestety tylko na poprzestawianiu elementów i zmianie koloru panelu bocznego na szary. Trochę jestem zawiedziona. Ale mimo wszystko zadowolona, że nie przedobrzyli.

Zmiany na Mybloglogu zbiegły się w czasie ze zmianami na rodzimym pudełku blogowym zwanym popularnie „żabą” czyli Blogfrogu. Dotyczą one między innmi strony startowej, której do tej pory praktycznie nie było. Znajdują się na niej ostatnie Multimedia oraz najpopularniejsze tematy. Nareszcie można też dodawać sobie poszczególne blogi do ulubionych i na podstawie listy stworzyć sobie bloczek do wstawienia na blog. Będą się na nim pojawiać ostatnie wpisy z ulubionych blogów. Konkurencja ze strony blogboxa jednak się przydała 🙂

Reasumując. Poszczególne serwisy ściągają jeden od drugiego. Często na korzyść użytkowników, choć nieraz mam wrażenie, że to nie użytkownicy są powodem zmian. Internet stał się biznesem, a użytkownicy traktowani są jak mięso armatnie które ma klikać w reklamy… albo przynajmniej nabijać statystyki. Mam nieśmiałą nadzieję, że kiedyś to się zmieni…

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 12 Komentarzy

Relacja ze Spotkania Użytkowników Profeo

Luty 25, 2008 at 1:07 am (Internet, Społeczności) (, , )

Z początku większość gości obserwowała sufit i wymieniała się wizytówkami…

Profeo2

Część oficjalna.

1. Wizerunek dobrego pracodawcy

Wspólnie autorem prezentacji zastanawialiśmy się co zrobić, by nowi pracownicy nie uciekali z małej firmy do dużej korporacji zaraz po okresie próbnym. Było kilka ciekawych pomysłów, ale nie zgłębiliśmy problemu z braku czasu. Były propozycje polityki prorodzinnej oraz zwiększenia elastyczności czasu pracy. Rozliczanie z projektu, zadania – nie czasu.

2. Web 2.o

Nie mogło zabraknąć tematu roku. Dyskusja rozpoczęła się w połowie prezentacji i niemal nie pozwoliła jej dokończyć 🙂 Poszło o to, do kogo powinny należeć nasze dane osobowe i dlaczego powinno/nie powinno (niepotrzebne skreślić) się je dowolnie eksportować do innych serwisów. Było też o wujku Microsoft i cioci Google. Nie do powtórzenia. W pewnym momencie zajęłam się gryzmołami w notesie i zgubiłam wątek. Zainteresowanych odsyłam do autora prezentacji na jego blog web20.pl

3. Networking

Temat zupełnie mi nie znany, nie podejmę się więc szczegółowej relacji. Rady dla stosujących. Dowiedziałam się, że jak zaproszę nowego znajomego na grilla – to będzie networking. A jak on zaprosi mnie – to będzie kolesiostwo. A jak nie zaprosi – to znaczy, że nie powinnam sie z nim więcej zadawać. Skomplikowane. Całe szczęście że nie mam balkonu, a w domu grilla przecież nie urządzę. 🙂

4. Rozwój Profeo

Z początku dane statystyczne o ilości użytkowników (70tysięcy od września 2007), ilości odsłon i porównanie do największej konkurencji profeo.plgoldenline.pl Dynamika wzrostu popularności stała, lecz przypominająca Himalaje. Rośnie, ale powoli. Mimo wszystko działalność portalu zapowiada się obiecująco. W niedługim czasie nastąpi włączenie Profeo do OpenID, będą widżety/Profeo API, integracja wydarzeń z outlookiem (niestety tylko z nim), geolokalizacja użytkowników. Dodany zostanie również status „aktywny na rynku pracy” oraz będzie możliwość rozdzielenia galerii na osobiste i profesjonalne. Będzie też możliwość wklejenia prezentacji i filmów do galerii, a także dodany zostanie mechanizm automatycznego generowania c.v. Brzmi zbyt pięknie by było możliwe, prawda? Prawdopodobnie niektóre z tych funkcji będą dostępne za dodatkową opłatą (ale tego do końca nie wiadomo, o kluczowych decyzjach nas nie poinformowano). Aktywni użytkownicy otrzymają bliżej niesprecyzowane „bonusy”. Czuję, że te zmiany mogą bardzo wpłynąć na popularność tego serwisu. Niekoniecznie in + jeżeli za dużo rzeczy będzie płatnych i dla wybrańców. Poczekamy, zobaczymy.

Profeo1

Część nieoficjalna połączona z sesją zdjęciową. Profesjonalną i amatorską (kto miał aparat, ten z niego korzystał). Plotkowanie niekoniecznie związane z tematami poruszanymi uprzednio. Wspomnienia z dzieciństwa, opowieści o pracy i niezobowiązujące propozycje wyjścia „na piwo” i te pe.

profeo3

Wrażenia pozytywne, choć z zapisanych kilkudziesięciu zjawiło się kilkanaście osób… może i lepiej, osobiście źle znoszę tłum.

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 2 Komentarze

Czy lifting to dobry pomysł na popularność?

Luty 16, 2008 at 12:38 am (3 grosze, Internet) (, , )

Naszła mnie dziwna myśl. Nie daje mi ona spokoju od paru tygodni. Polska poczta jest zła. Baaardzo zła. W tyle za czołgającym się królikiem. I wcale nie mówię o strajkujących listonoszach…. Załączniki niby mają przechodzić, ale znikają w tajemniczych okolicznościach (tlen, onet). Serwery nie domagają (wp, gazeta). Przesyłanie pliku z jednego komputera na drugi w obrębie jednego osiedla trwa dłużej niż do Stanów i z powrotem… Co serwują w kwestii poprawy rodzime portale? Sprzedają własną pocztę googlom (gazeta), podmieniają bitmapki w wyglądzie(wp), wreszcie nie robią nic. Nie ma to jak pomysł na poprawienie popularności. Zainwestować w lepsze serwery? A po co? Zrobić kilkugigową galerię na zdjęcia i filmy, które można wgrać za pomocą specjalnego programu, wygodnie prosto z dysku, i to wszystko jednym klikiem z pulpitu? A po co? Zorganizować system tak, by przy awarii serwera poczta automatycznie była przesuwana na działający? A po co?

No właśnie. Tak strasznie dużo ludzi narzekała na kiepską prędkość naszej-klasy…. a przecież ona jest na dokładnie takim samym poziomie jak większość polskich skrzynek pocztowych… Byle jaki portal stworzony przez studentów… a inwestuje w nowy sprzęt. Niewiele mu to pomaga ale jednak. Kiedy doczekam się porządnego polskiego konta pocztowego, na którym nie będzie się parę razy w tygodniu wyświetlał błąd 503? Kiedy nie trzeba będzie wysyłać smsów do adresata by sprawdzić, czy poczta w ogóle dotarła? Nie ma co. Poczta gugli rządzi. I w epoce zmian poczty polegających na podmianie interfejsu nie widzę, by którakolwiek polska skrzynka pocztowa była mu w stanie zagrozić… przykre, ale prawdziwe…

Apdejt poranny, nieco offtopowy. Yahoo zapowiada wprowadzenie zmiany w Mygloglog. Każdy zainteresowany dostał mejla od serwisu.

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 13 Komentarzy

Blip może stać się alternatywą dla forum?

Luty 11, 2008 at 3:16 am (Internet, Polecane, Społeczności) (, , )

Nie wiem jak to ze mną jest, ale słysząc o nowościach rzucam się na nie bezmyślnie. Euforia. Po jakimś czasie mój słomiany zapał znika… Z Blipem, polską kopią Twittera zapoznałam się na jesieni. Pozwolono wówczas nareszcie zapisać się tam każdemu, bez zaproszeń. Skorzystałam na tym i ja. Szybko jednak się zniechęciłam, ponieważ po wstawieniu widżeta na blog dziwnym zbiegiem okoliczności zaczęły wyskakiwać jakieś reklamy. Nie wiem jakie, bo mam je wyłączone ale przeglądarka informowała o tym fakcie. To wywaliłam go w diabły… i wyskakujące okienka wyparowały. Przypadek? Nie sądzę. To zraziło mnie do tego ustrojstwa na wiele miesięcy.

Wróciłam niedawno po tym, jak doszły do mnie plotki, że na blipie “toczą się rozmowy”. Oczywiście ludzie informują co i kiedy robią… ale jeśli doda się konkretne nicki do obserwowanych, można się dowiedzieć całkiem ciekawych rzeczy. Taki mini-newsletter. Dzięki blipowi wiadomość rozprzestrzenia się w przeciągu kilku sekund.

Po kilku miesiącach nieobecności zaobserwowałam kilka zmian na plus, ale też dziwne pomysły na minus. Plusem jest graficzny widżet w kilku wersjach kolorystycznych oraz szybkie dodawanie i oglądanie wpisów za pomocą gg. Wątpliwości moje budzi natomiast instytucja szturchnięcia. Ale że nikt mnie nie szturchał ani ja nikogo… chwilowo to nie mój problem.

Na blipie można prowadzić również rozmowy z konkretną osobą. Taki mini-priv, choć każdy kto wejdzie na kokpit osób uczestniczących w dialogu, będzie ją widzieć. Ale rozmowa ta nie będzie zaśmiecać kokpitów osób obserwujących.

Instrukcja dla początkujących operujących na gg.

By napisać coś do konkretnej osoby trzeba napisać: >nick: treść_komentarza

Wbrew pozorom nie jest to takie oczywiste dla laika. Odkryłam to dopiero za trzecim podejściem.

Blip potrafi być jednak uciążliwy. To co jest zaletą, w przypadku wielu osób dodanych do obserwowanych, staje się udręką. Sama jakiś czas temu zmuszona byłam zaprzestać obserwowania jednej osoby, ponieważ wpisy pojawiały się zbyt często… Problemem staje się też popularność. Kiedy na dany blog przychodzi kilkaset osób dziennie i sporo z nich chce z jego twórcą pogadać na blipie… robi się ciasno… zwłaszcza jak gada kilka osób naraz…

Reasumując, jeżeli użytkownicy blipa będą na tyle się kontrolować, by nie dodawać wpisów publicznych co pół godziny i częściej – to istnieje spora szansa wytworzenia się konkurencji dla for prywatnych. Można z kimś porozmawiać bez konieczności wyciągania od niego maila czy numeru gg albo dowiedzieć się o niszowym zespole muzycznym czy śmiesznym filmie na jutubie. I tu pojawia się mały problem. Limit 150 znaków jest zdecydowanie za mały. Przynajmniej jeśli chodzi o wiadomości prywatne, mógłby zostać on powiększony…

Czyli euforia minęła, ale nie jest źle. Chętnie dowiem się, jakie odczucia mają inni użytkownicy blipa.

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 9 Komentarzy

Blogbox czyli nowe pudełko na blogi.

Luty 6, 2008 at 6:39 pm (Internet, Polecane) (, , )

Po wielu perypetiach spowodowanych awaryjną pocztą na gazecie.pl (co mię podkusiło by zgłosić mail gazetowy a nie gmailowy?!?) udało mi się wreszcie wcisnąć do pudełka.

Dzięki waszym głosom jestem w pudełku na dobre! Serdeczne dzięki! 🙂

Teraz wpis właściwy czyli o pudełkach na blogi będzie to piosenka… jak wiadomo blogów w sieci trochę jest. Nawet więcej niż trochę. Ale poszukiwanie igły w stogu gugli to średnia przyjemność. Dlatego jak prawdziwki po deszczu wyrastają nam ostatnio katalogi blogów, gdzie ludziska dodają się namiętnie by choć trochę podnieść swoje szanse na odnalezienie. To taka nasza-klasa dla blogerów. Jest blogowisko, jest blogfrog, jest 10przykazań, jest wreszcie sławne technorati czy debaty tematyczne na blog.pl. Więcej grzechów nie pamiętam… Tym razem batalię o „gadające” blogi na wysokim poziomie rozpoczęła ekipa Wprost. Trzymam kciuki, może jakoś uda się ominąć rzesze blogasków. Trochę martwi mnie ominięcie niszy foto i filmoblogerskiej, ale czego można się spodziewać po dziennikarzach? Przecież to niemożliwe by zdjęcie lub film miało większy przekaz od artykułu. Przynajmniej oni jeszcze na to nie wpadli 🙂 A szkoda, może gazety byłyby ciekawsze. Niby jest podkategoria foto w „Życiu”… ale chyba nie o to chodzi…Polecam do testowania. Po zgłoszeniu i zaakceptowaniu bloga trzeba dostać 50głosów na plusie, by dołączyć do oficjalnego katalogu(po raz kolejny przydają się znajomi,rodzina i koledzy z pracy). Blogi można zapisywać wg kategorii: Polityka, Rozrywka, Kultura, Gospodarka, Media, Technologia, Sport, Życie. Niezbyt szczęśliwy podział, ale trudno. Kategorie mają swoje podkategorie ale podobno mogą ulec zmianie, dlatego ich nie wymieniam. Można też tworzyć grupy w obrębie kategorii. Na razie jest mało, ale się tworzą. Uwagi można zgłaszać na ichnim blogu. Głosuje się na ostatnio dodany wpis 1-5 gwiazdek. Gdzie można zobaczyć katalog blogów?

Uwaga! Przy rejestracji trzeba podać imię i nazwisko. Prawdopodobnie ma to odstraszyć oszołomów. Poczekamy-zobaczymy. Jako, że moje nazwisko jest mało znane gdziekolwiek – nie muszę się ukrywać za nickiem. Choć lavinkowy styl jest chyba bardziej rozpoznawalny w necie 🙂 Ale nie każdemu to może pasować.

Teraz przechodzimy do panelu użytkownika:

Mój profil. Zawiera dane osobowe, rok urodzenia, zawód w zakładce Dane osobowe. Opcjonalnie można zaznaczyć w geolokalizacji gdzie się mieszka (dla odważnych). Jest też księga gości.

Moje blogi. Podział na zaakceptowane, zgłoszone i odrzucone (tak, czasem można dostać kopniaka na starcie).

Moje ulubione blogi. Jasne.

Znajomi. O, ciekawe. Pewnie chodzi o te grupy.

Wiadomości. Czyżby nowa skrzynka e-mailowa?

Ustawienia. Można zaznaczyć z których kategorii mają się pojawiać wpisy na stronie głównej. Sprytne. Można zmienić też układ elementów strony głównej.

Zaproś do serwisu. e-mail, wiadomosć. Jakby z własnej skrzynki nie było można….

Tyle na starcie.

O dalszych sukcesach i niepowodzeniach w tym serwisie napiszę następnym razem.

Apdejt z 13lutego 2008: Przysłano mi e-mail od redakcji z pytaniem czy się zgadzam na dodanie lav netu do biblioteki blogboxa. Ba! Oczywiście,że się zgodziłam. Jestem w mediach/internet! 🙂

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 20 Komentarzy

Moda na subiektywizm

Luty 1, 2008 at 12:21 am (Internet) (, , )

Ostatnimi czasy w mediach daje się zauważyć pewien kryzys obiektywizmu. W prasie czyta się felietony o tym, że to fikcja, że to niemożliwe by w dzisiejszych czasach dziennikarz mógł pisać co chce i o czym chce… że prowadzi się całe kampanie medialne popularyzujące pewne poglądy czy piętnujące inne. Media straciły swój autorytet zbyt dużą ilością artykułów sponsorowanych, inspirowanych przez partie polityczne czy wreszcie tym najgorszym. Jakością słowa i poruszanej tematyki. Nie ominęło też to mediów internetowych, czyli popularnych portali takich jak onet, wirtualna czy nieszczęsna gazeta. W wielkim skrócie sięgnęły “plotka” a może raczej “pudelka”. News o imprezie u Dody sąsiaduje z danymi gospodarczymi i ambitnym artykułem na temat kryzysu na linii koalicja-opozycja.

I tu pojawiła się nisza. Jakichś ludzi, którzy nieśmiało zaczynają pisać co myślą. I co gorsza (o klęsko!) nawet nie próbują być obiektywni. Ba! Oni się tego słowa brzydzą! Na każdym kroku podkreślają, że to ich spojrzenie na świat, ich wątpliwości, ich rozterki… cóż za bezczelność?!? Ano o blogerach, a raczej o całej blogosferze mowa… która wyrosła na zgliszczach starych dobrych gazet i porządnych programów publicystycznych w telewizji… zresztą nie tylko… zamiast obejrzeć film o Islandii (przecież w telewizji nie mam na to najmniejszej szansy) to idę do Slawna. Jeśli chcę się pośmiać, to zamiast serialu komediowego idę do wujka Tomiego. Jeśli chcę posłuchać muzyki czy obejrzeć film wybieram się nieco dalej, na jutubę. A jeśli chcę poczytać coś o tym co naprawdę ludzie myślą o polityce to szukam w tagach serwisów blogerskich. Na co mi media? Jeśli reklamy zdają się być ciekawsze od tego co jest między nimi?

Prasa podnosi lament. Poczytność gazet spada, popularność artykułów pisanych przez “poważnych” dziennikarzy jest mniejsza niż newsy z pudelka… oczywiście winni jesteśmy my. Motłoch. A gdzieżby święte krowy, które potrafią pomylić daty, przekręcić nazwiska… oczywiście błędy mogą się przytrafić każdemu. Ale krytykę media znoszą daleko gorzej niż blogi. W pewnym momencie wmówiono im, że są nieomylne. A tu, po cichu wyrosła im konkurencja… co gorsza nie mogą się z nią równać… nawet blogujący dziennikarze muszą być choć trochę subiektywni. Nie wszyscy jeszcze zdołali to pojąć…. a ludziom przestało już dawno zależeć na prawdzie obiektywnej.

Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji.

A że nagle za blogowanie wzięli się politycy… czyżby nie ufali dziennikarzom i woleli sami pisać niż udzielać im wywiadów? Osobiście wcale się im nie dziwę…. 🙂

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 5 Komentarzy

Czy anonimowość w internecie jest potrzebna?

Styczeń 28, 2008 at 4:54 pm (Internet, Społeczności) (, , )

Trochę się pozmieniało ostatnimi czasy. Posiadanie skrzynki mailowej i nicka na forum dyskusyjnym przestało być czymś dziwnym. Dziwny stał sie natomiast ich brak. Strach przed ujawnieniem swoich danych w sieci też już nie ten sam co kiedyś… powiedziałabym, że dla wielu ludzi ujawnianie prywatnych, wręcz intymnych danych o sobie, stało się swoistym przejawem ekshibicjonizmu… Czy jednak wszyscy zdają sobie sprawę z konsekwencji ujawniania tych danych. Niekoniecznie. Częściej jak zwykle… mądry Polak po szkodzie….

Ostatnio w polskiej internii dał się zauważyć wysyp portali społecznościowych. Już nie tylko dla nastolatków, ale dla całej populacji. I tu pojawił się problem. Okazało się, że dużo łatwiej odnaleźć konkretną osobę w sieci niż w realu… pochopne wpisanie adresu przez dłużnika na jakimś portalu ułatwia odnalezienie go przez firmę windykacyjną… udostępnienie profilu na n-k powoduje najazd starych znajomych, o których niektórzy chcieli by zapomnieć…. do tego jeśli ktoś prowadzi anonimowo blog i udostępnił na nim swój numer gg… a wpisał go w profilu n-k – każdy odnajdzie go po tym numerze… a więc i imię, i nazwisko, i miasto z którego pochodzi…. no i koniec z obgadywaniem przyjaciółek czy kolegów z pracy na blogu 🙂

Tak, tak, teraz trzeba się dwa razy zastanowić co i na jaki temat się pisze. Czasy gdy bez ogródek ludzie sobie wygrażali i obrzucali epitetami na forach pomału przechodzą do lamusa…. coraz częściej wygląda to tak, że mamy swój profil na gronie, naszej-klasie, blipie czy gdzieśtam indziej i logując się z niego piszemy na otwartym forum… osobowość internetowa powoli staje się tak samo ważna jak papierowa wizytówka… a avatar mówi o człowieku więcej niż jego zdjęcie… kiedyś ludzie pchali się na internet, ponieważ mogli być tu anonimowi… dziś są już tą anonimowością zmęczeni… a może zbyt znudzeni? Coraz częściej pojawia się “trynd” odwrotny… ludzie chcą być rozpoznawalni, nawet jeśli nie pod imieniem i nazwiskiem.

Nick staje się trzecim imieniem, pseudonimem twórczym, a wirtualna wizytówka, na którą można wrzucić swoje zdjęcia, opisać zainteresowania, wrzucić film własnej produkcji – jest idealna by w sieci jakoś zaistnieć. Społeczność wirtualna zaczyna funkcjonować na zasadzie odbicia społeczności realnej. Tak samo można awansować w oczach innych, tak i się zbłaźnić… Nieraz byłam świadkiem zmiany nicka przez osobę, która swoimi wypowiedziami straciła szacunek u innych. Tworząc nowy nick, zaczęła życie internetowe na nowo… by niedługo potem zostać rozpoznaną… wielonickowość zazwyczaj charakteryzuje trolle, ale czasem i zwykły człowiek zmuszony jest zmienić nick… na przykład by uniknąć pomylenia go z kimś innym. Tak też było ze mną… dawno, dawno temu (w latach 90tych ubiegłego wieku) miałam nick Lili. Ale po jakimś czasie odkryłam, że jest on popularny w sieci bardziej niż Ania czy Asia w realu… Musiałam więc wymyślić sobie inny, by nie być jedną z tysiąca.

Anonimowość dobra jest dla osób, które w sieci chcą coś kupić, napisać mail do ukochanego (śmieszy mnie brak świadomości,że jego treść może przeczytać admin i przesłać go wszystkim znajomym) czy wyrzucić swoje żale na forum z powodu wdepnięcia w psią kupę…. ale w większym przedziale czasu staje się ona balastem… zapewne to tłumaczy dużą popularność portali społecznościowych. Ludziom znudziło się powtarzanie w kółko kim są i czym się interesują…

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 13 Komentarzy

Ile kosztuje wirtualny przyjaciel?

Styczeń 25, 2008 at 9:36 pm (3 grosze, Internet, Społeczności) (, , , )

Na popularnym serwisie aukcyjnym ktoś postanowił sprzedać profil przyjaciela na naszej-klasie. Za onetem: „Oferent wystawił na sprzedaż siebie, w postaci dodania swojej osoby do listy znajomych tego kto wygra licytację.”
Już wtedy mnie to zastanowiło… kolejny kawał? Czy to na poważnie? A może to dziennikarze się nudzą i wymyślają takie rzeczy by potem mieć o czym pisać? Kto wie? Serwis zareagował dość szybko,choć na początku nie widział problemu i usunął aukcję ale internauci byli tam prędzej. Zlicytowali „przyjaciela” za blisko 1 mld złotych. Ale to nie koniec. Zabawa trwa, ponieważ twórca ma już naśladowców… ale nie pożyje to to długo… All. będzie kasować wszystkie aukcje,które wykorzystują logo n-k oraz naruszają regulamin tego portalu.
Pozornie burza w szklance wody. Głupi kawał a może chęć szybkiego zarobku? To jednak ciekawe do czego posuwają się internauci… sprzedać się jako przjaciela? I czy taki przyjaciel ma jakąś wartość? „Twoi znajomi z dawnych lat unikają wysyłanych przez Ciebie zaproszeń?”, „Nigdy nie byłeś duszą towarzystwa, a twoja uroda skutecznie wszystkich odstraszała?”, „Chcesz zabłysnąć wśród internetowych kolegów nowymi znajomościami?”, „Szukasz nowych przygód?” No właśnie. Czy kolekcjonowanie znajomych w ogólnodostępnym profilu podnosi samoocenę, nawet jeśli naprawdę ich nie ma?

Z instytucją „znajomych/przyjaciół” w profilu po raz pierwszy zetknęłam się w wizytówce na gazecie. Wysłałam zaproszenia do nie tyle przyjaciół, co do osób których nicki często pojawiały się na forum. Często nawet nie mieliśmy okazji porozmawiać. Dlaczego to zrobiłam? Czy myślałam o osobach, które będą wchodzić na moją wizytówkę? W pierwszej chwili nie. Jakoś chciałam ją zapełnić. Po jakimś czasie sytuacja zmieniła się, jako że i do mnie zaczęto przysyłać zaproszenia. Taka wymiana profili (tak samo działa to na n-k, ja Ciebie, Ty mnie) trwała jakiś czas. Wizytówka zapełniła się… i w pewnym momencie doszłam do wniosku, że należy zrobić porządki. I tu się zawahałam. A jeśli ktoś sie obrazi, że usunęam jego profil, choć sobie za to niczym nie zasłużył? Zrozumiałam, że wpadłam w pułapkę społecznościową. Lekkomyślne dodawanie każdego do znajomych może się różnie skończyć, zwłaszcza jeśli słabo się go zna. Parę osób musiałam skasować z powodu ich wypowiedzi. Kilka innych dlatego, że przestałam bywać na forum na którym pisali. Nie trzeba było czekać długo. Halo przyszło niemal od razu. A przecież z większością tych ludzi nic mnie nie łączyło…

Handel przyjaciółmi może się skończyć jeszcze gorzej… czuję,że jeszcze parę miesięcy a na n-k zaczną się tworzyć struktury mafijne i będą mnie nękać ludzie proponujący sprzedaż narkotyków czy innych specjałów… w końcu każdy moze wysłać wiadomość do każdego…

No i na co komu nieprawdziwy przyjaciel? I to na dodatek w profilu? Co to daje? Sama mam niewiele osób w profilu na n-k… a przecież rekordziści mają po kilkaset… czy też wpadli w podobną pułapkę, jak kiedyś ja na swojej wizytówce?

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 6 Komentarzy

Czy społeczność zabija?

Styczeń 25, 2008 at 12:43 am (3 grosze, Internet, Społeczności) (, , , )

Ten wpis powodowany jest silnym przeżyciem emocjonalnym, jakie wywołał u mnie wpis KICIORA na temat historii, która wydarzyła się w prowincjonalnym brytyjskim (południowowaliskim) miasteczku Bridgend. Seria samobójstw bardzo młodych ludzi, których łączyło tylko to… że mieli konta na serwisie społecznościowym Bebo. Niedługo po śmierci każdego z nich pojawiały się strony z kondolencjami i były one bardzo popularne. Chęć zyskania popularności przyczyną samobójstw? Dla mnie tozbyt daleko posunięty wniosek. W końcu na co komu popularność, jeśli jest martwy? Co do osobistych skojarzeń, to napisałam to w komentarzu na blogu Kiciora, jednak ta sprawa spać mi nie dała wczorajszej nocy. W końcu jeśli to nieduża miejscowość, to zapewne większość nastolatków, jeśli nie wszyscy mieli konto na B. Taka moda. To jak jakby u nas serię samobójstw łączyć z posiadaniem numeru gg czy loginu na gazecie.pl Mało. No, ale w końcu Kicior powtarza tylko to co było napisane w gazetach… niemniej jednak sprawa wpływu społeczności internetowej na życie codzienne w realu jest moim zdaniem dobrym tematem do drążenia.
Nie od dziś wiadomo, że konflikty w realu mają swoje odzwierciedlenie w necie. Może wyrażają się one innymi środkami, nie brak jednak tu słownej agresji, kłótni, zdrad… tworzą się grupy wzajemnie zwalczające się nawzajem… jak osobne małe plemiona walczące o skóry i ogień. Nieważne czy dzieje sie to na forum, czy miniczacie. Istotą problemu jest to, że tego rodzaju sytuacje przede wszystkim uderzają w psychikę. I jeśli trafi na mniej odporną jednostkę, nietrudno tu o załamanie, depresję czy popadanie w uzależnienie (od czegokolwiek). Sama byłam świadkiem i uczestnikiem takich zdarzeń… zachowanie wewnętrznego spokoju daje tylko świadomość nieuchronności występowania takich konfliktów. Trzeba się nauczyć albo omijać je z daleka (metoda na strusia z głową w piasku) albo umiejętne rozgrywać dyskusję jak partię szachów, gdzie miast figur toczy się walkę na argumenty… z tą jednak różnicą, że wszystkie chwyty są dozwolone… Czy młody człowiek, który w okresie dojrzewania ma z założenia więcej problemów emocjonalnych, potrafi się w tym brutalnym świecie odnaleźć? Jeśli nawet dorośli ludzie tracą nieraz cierpliwość? Szczerze wątpię. Powszechna dostępność do internetu jak i możliwość budowania internetowego wizerunku, który nieraz i nie dwa jest przekłamany na korzyść bądź niekorzyść właściciela sprawia, że coraz więcej ludzi tworzy swoją drugą twarz. I nie każdego stać na szczerość… ale czy tej bezwzględnej szczerości powinniśmy wymagać? Zwłaszcza jeśli w codziennym życiu staramy się wypaść dużo lepiej niezależnie od możliwości? Nie spłycałabym tematu do obwiniania internetu. Kiedyś go nie było a fale samobójstw także się pojawiały. Zwłaszcza w czasach, gdy od jednostki wymagano więcej niż to było konieczne. Trochę dziś tak jest. W kinie sami piękni i doskonali ludzie. W reklamach to samo… a tu człowiek z rana budzi się.. widzi swoją (zapryszczoną na przykład) gębę… potargane włosy… i odechciewa się żyć. Piszę to z perspektywy osoby,która w młodości borykała się z problemami natury egzystencjalnej… więc może dzięki temu łatwiej jest mi o tym pisać. Jeśli zna się mechanizm wpychania się w dołek, to rozumie się co oznacza „chęć zaistnienia”. Nie chodzi tu o sławę. To raczej cichy krzyk kogoś, kto czuje się niedoceniony… a w głębi duszy czuje się kimś bardzo wartościowym… ale, że otoczenie tego nie widzi – zaczyna gniew i nienawiść przerzucać na samego siebie. Stąd niska samoocena… która pojawia się pozornie bez powodu…
Pytanie czy internet może w takim wypadku pomóc, czy zaszkodzić? Myślę, że nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Niestety. Trochę tak jak w życiu, zależy na kogo lub na co się trafi. Czy te nastolatki miały pecha trafić w złe środowisko? Pokłócić się z niewłaściwą osobą? Nie da rady. Nie wymyślę co się stało. Szkoda,że tak mało wiemy o człowieku, mimo że tak wielu jego naturą się zajmuje….

W każdym razie, skoro i tak odbywamy żałobę narodową… podłączę do niej kilka świeczek więcej…

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 9 Komentarzy