Żarty się skończyły – Free Tibet

Marzec 22, 2008 at 8:48 pm (3 grosze, Polecane) (, , )


Fair play. Free Tibet.

Ano nie ma żartów. Blogerzy występują przeciwko łamaniu praw człowieka.

Strona stworzona przez Obee, Fanatyka, Lanooz, Thion’a, Dominika Kaznowskiego , Matesky’ego i Adama Klimowskiego miała swoją premierę dziś o godzinie 20:00.

Każdy kto chce się przyłączyć może wstawić do siebie na blogu baner kierujący do Akcji. Banery do pobrania tutaj.

Apdejt:

Podrzucam sznury do dyskusji, jaka wytworzyła się w blogosferze. Moimi wątpliwościami dzieliłam się kilka dni temu w poprzednim wpisie, stąd wpis jest tylko informacyjny. Do sprawy odniosłam się wcześniej, także w komentarzach. Nie jestem pewna jaki bojkot i czego byłby najlepszy. Przyglądam się, czytam i myślę.

Lanooz, Hazan(antyweb), Tomasz Topa, Bartek Raciborski(webstop), Dominik Kaznowski, Fanatyk(Polski Blogger), Ninaque, Matesky (ireporter), Adam Klimowski, Bobiko (my notebook) , Igor wpis pierwszy i drugi cdn.

  • Komentować można TUTAJ
Reklamy

Bezpośredni odnośnik 10 Komentarzy

Internet ostoją demokracji

Marzec 18, 2008 at 2:09 pm (3 grosze, Internet, Okolicznościowe) (, , )

Dziś w krajach takich jak Rosja czy Chiny tylko w internecie ludzie mogą jeszcze dokonywać wyborów… W Tybecie polała się krew, w Rosji bezpardonowo sfałszowano wybory. Coraz więcej blogerów popiera akcję nagłaśniania sprawy łamania praw człowieka. Tylko czy to coś pomoże? Nie wiem. Świat wirtualny zawsze był na tyle nienamacalny, że „władza” sięgała do niego swymi mackami w ostateczności. Ale ponoć Chiny już przyblokowały swym rodakom najpopularniejsze serwisy, by przypadkiem ktoś ich nie nabuntował. I pomyśleć, że Chiny organizują olimpiadę… a co sie stanie gdy sportowiec powie w wywiadzie co o tym myśli? Zakują go w kajdany? A może zastraszą wszystkie ekipy już na starcie? Biorąc pod uwagę komunistyczne metody – bałabym się wysłać do Chin choć pół sportowca…

A może takie powinno być stanowisko wszystkich krajów? Anulować olimpiadę? Nie wysłać tam ani jednego sportowca, niech kiszą się we własnym wietnamsko-koreańsko-rosyjskim sosie gorzkokwaśnym?

Trudno mi ocenić czy internetowa akcja przyniesie jakiś pożytek. Ale łamaniu praw człowieka pod każdą postacią mówię otwarcie: NIE!

Apdejt ze sznurkami. Dzięki uprzejmości Asena podaję sznury do videoklipów internautów rosyjskich z lokali wyborczych:

http://romanik.livejournal.com/174225.html

oraz jutuba

http://pl.youtube.com/watch?v=xGfwlkGNrBM

http://pl.youtube.com/watch?v=-E2ieEsmqBM

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 23 Komentarze

Kim jest przeciętny internauta?

Marzec 15, 2008 at 11:34 pm (Internet) (, )

I dlaczego koniecznie się go definiuje?

Społeczeństwo ma to do siebie, że z natury jest zróżnicowane. Nikt nie próbuje (przynajmniej u nas, w Chinach i na Kubie może jeszcze tak) wmawiać narodowi, że składa się z identycznych jednostek o identycznych potrzebach. Podejmuję temat mając nadzieję, że opadły już emocje związane z wypowiedzią wiadomo kogo, wiadomo o kim. Nie biorę też na siebie ciężaru polemiki. Wydarzenie to ma z tym wpisem o tyle wspólnego, że tyczy się trudu zdefiniowania szerokiego pojęcia jakim stało się słowo „internauta”.

Czy da się wyjąć ze społeczeństwa grupę ludzi, którą jedyną wspólną cechą jest to że korzysta z dobrodziejstw technologii, a co za tym idzie – z internetu? W końcu samo pojęcie „internet” to temat rzeka. Co powoduje, że człowiek siada przed komputerem nie po to by pracować, albo poszukać informacji… ale także, a może przede wszystkim po to by miło spędzić czas? Kiedyś net był przerośniętym katalogiem, magazynem pełnym artykułów, dyskusji, wiedzy naukowej i technologicznej. Dostęp do niego także był utrudniony. Naturalne było, że bywali w nim ludzie związani z tymi dziedzinami. Początkowo był kopalnią wiedzy dla studentów i tychże było w sieci miliony. To chyba właśnie im net zawdzięcza rozwój… Sieć stała się również bardziej towarzyska. Ale zrodziło to pierwsze konflikty. Wrażenie anonimowości sprawiało, że dochodziło do nieprawdopodobnych pyskówek. Uczestniczyli w nich wszyscy bez względu na wiek, stanowisko czy tytuł naukowy. Tu wkraczali admini i pojawiła się pierwsza cenzura. Z czasem w necie pojawiły się obrazki i filmy(postęp technologiczny zwiększający przepustowość łącza). Co oczywiście wykorzystał w szybkim tempie przemysł erotyczny. Niestety internet stał się śmietnikiem. Przyciągał jak lep zboczeńców, oszustów i inne podejrzane mędy. Tym bardziej zrażali się do niego normalni ludzie. Ale część zapaleńców pozostała tworząc podwaliny web 2.0 Sieć zaczęła tworzyć narzędzia, które pozwalały przeciętnemu człowiekowi, nie umiejącemu napisać linijki w htmlu – w sieci jakoś zaistnieć. Internauta najpierw z elitarnego, później ze zdegenerowanego stał się internautą masowym.

Jak to wpłynęło na nieszczęsną definicję? Ano tak, że dziś internautą może być każdy. Pozornie każdy. W praktyce jest to człowiek posiadający na tyle wolnego czasu, by go przebębnić przed monitorem. A zatem w pierwszej linii osoby uczące się oraz mające nienormowany czas pracy i na tyle wysoką pensję, by starczyło z niej na technologiczne nowinki. Internauci też podzielili się na internautów profesjonalnych (traktujących sieć jak miejsce pracy), internautów towarzyskich (lubujących się w zakładaniu i uczestniczeniu w społecznościach internetowych), wreszcie blogosferę – ta zasługuje na oddzielny wpis. Oczywiście grupy te nie są hermetyczne, ale przenikają się wzajemnie. Do tego trzeba jeszcze doliczyć ludzi kupujących/sprzedających w necie co_się_da, tratujących net jak afisz, lub galerię dla własnej twórczości… internet stał się też miejscem dyskusji politycznej i gospodarczej. Nie dziwi więc fakt pojawiania się w nim kampanii wyborczej i każdej innej, weźmy medialne kampanie charytatywne czy szerzej – ogólnospołeczne.

Kolejny powód do zajęcia się tematem „internauty”. Opiniotwórczość. Ni stąd ni zowąd okazało się, że jakieś anonimowe jednostki znane tylko ze swojego nicka czy bloga wpływają na poglądy wieluset ludzi, którzy z kolei powtarzają je dalej czy tona blogach, czy to na forach, czy to na komunkatorach… szybko odkryli to spece od „marketingu szeptanego” i wydaje mi się, że nadal bazują na mikrocelebrytach w tej materii. Internatuta współczesny stanął przed dylematem sprzedania się, tak jak dawno już zrobili to dziennikarze. Na razie ciągle jeszcze są ludzie niezależni, nawet jest ich całkiem sporo. Ale perspektywa prowizji zawsze bywa kusząca. Czas pokaże w którą stronę się to rozwinie.

Mój wpis tylko po wierzchu traktuje problem, być może za jakiś czas opiszę niektóre z poruszonych przeze mnie zagadnień bardziej szczegółowo… dziś jednak poprzestanę na stwierdzeniu, że „internauta” zmienia się w skali czasu. A może nie tyle czasu co skali technologii i zmian w podejściu do użytkownika strony/bloga/portalu. Teraz jest ten świetny czas, gdy internauta powoli przestaje jawić się jako anonim chowający się za monitorem… Jest człowiekiem z krwii i kości, który ma własne poglądy ale jak każdy, ulega demagogiom, traci zimną krew, czy jest podatny na pokusy. Nie różni się niczym od przeciętnego człowieka. Targają nim te same namiętności… no, może częściej się denerwuje i psioczy na Microsoft… 🙂

I mam szczerą nadzieję, że jeśli się to zmieni – to tylko na lepsze…

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 14 Komentarzy

Jakiej stacji radiowej słucha pani najczęściej?

Marzec 12, 2008 at 12:29 am (Internet, Społeczności) (, , , )

Takie oto pytanie usłyszałam dziś w telefonie… dzwoniła pani z GFK Polonia bodajże… i tu pojawił się pewien problem. Otóż ostatni raz zwykłego radia słuchałam kilka miesięcy temu… niby zawsze wolałam radio tradycyjne a jednak… nie byłam w stanie wymienić żadnej stacji muzycznej poza moją ulubioną, internetową… „Manu Chao” w Last.fm Pani w telefonie była zawiedziona…

Ciekawe jak inni słuchacze. Do tej pory niespecjalnie interesowałam się statystykami popularności, jako że większość stacji należała do jednego właściciela, co niestety skutecznie obniżało ich jakość. Porównywanie popularności czegoś co należy do jednej korporacji medialnej jest pomysłem poronionym…. A mojej muzyki latino, italia, blues i rock alternatywny spotkać nie można i tak.Nawet Antyradio nie to samo… Jakiś czas posiłkowałam się nazbieranymi empetrójkami, ale ile można w kółko słuchać tego samego? O Laście słyszałam od wielu osób, ale że dość długo trwało zanim wpadłam na pomysł zakupu słuchawek USB (normalne gniazdo popsuło się wieki temu) – wbiłam się do niego stosunkowo niedawno. A teraz żyć bez niego nie mogię…

Mimo wszystko czuję się świeża w temacie muzyki w internecie. Czuję niedosyt, bo nie ma nic gorszego nad monopol, a słuchanie radia na winampie już dawno przestało mnie rajcować. Dlatego wielka prośba o linkowanie czego się da w tym temacie. Wszelkie klony i pochodne mile widziane.

A co mi się podoba w Last.fm na co dzień? Raz, znajduje mi wykonawców których uwielbiam choć nie miałam pojęcia o ich istnieniu… dwa – jest to portal półspołecznościowy. Ma się znajomych tak jak w każdym innym serwisie. Ma się swój miniblog i własne statystyki. Automat wyskakuje sąsiadów o podobnym guście. Jest też porównywarka z gustem znajomych. Dodatkowo w necie jest sporo dodatków i nakładek. Ponieważ zapomniałam zapisać bukmarki, po reinstalce systemu zgubiłam do nich link. Jak wynajdę oczywiście podrzucę.

Minusy? Też kilka niestety. Program czasem się wiesza. Co jest wkurzające. Nie wiem czy to wina mojego wolnego łącza, czy czegoś innego ale fakt pozostaje faktem… co jeszcze? Dziwnie przypasowani są wykonawcy w kwestii „podobieństwa”. Często się nie zgadzam, a jeszcze nie odkryłam jak i czy da się to edytować. Minusem jest także to, że słuchanie radia kolegów raz inne udogodnienia są płatne. 2,5Euro za miesiąc to dla mnie, wybaczcie, za dużo. Może jak zostanę milionerką? 🙂 Wiem, portal musi na siebie zarabiać. Dlatego zrzędzę,ale nie zabraniam. Przynajmniej reklam jest mniej. Inna sprawa to widżety, które niestety na wordpressie nie działają. Mogliby coś w tej kwestii wymyślić.

Reasumując nie tęsknię za zwykłym radiem. Już nie.

  • Komentować można TUTAJ

Bezpośredni odnośnik 10 Komentarzy